środa, 13 lutego 2013

Znajdź Różnicę :-)

Kropka.

Życzę Ci, A., żebyś się kiedyś zakochał tak jak ja w Tobie. Żeby dała Ci złudzenie bycia kochanym, potrzebnym i nadzieję na coś wspaniałego.
I żeby Ona, kimkolwiek by nie była, potraktowała Cię potem tak jak Ty mnie.
...
Wiem, to podłe, życzyć źle komukolwiek, ale z tego co wiem, jak do tej pory to A. był zawsze stroną rzucającą, więc nie wie jak czuje się osoba porzucona. Może to właśnie by mu się przydało...

Przepraszam za przerwę na blogu. Ale nie mam siły ani energii na nic.
Dietę trzymam, dużo ćwiczę. Więcej płaczę, ale tak, żeby nikt nie widział.
Najgorsze jest to, że nie jestem w stanie znienawidzieć, czy choćby znielubieć A.
Zaczynam za to nienawidzić siebie samą.
Za to że jestem taka słaba i że byłam aż tak głupia.
Że dałam się aż tak zmanipulować.
Że się zakochałam...

Najgorsze jest to, że nie mam żadnej odporności i wogóle sobie nie radzę z sytuacją.
Większość osób przeżywa pierwszą, głupią miłość mając lat 15, może 16, a nie 38 i w moim wieku martwi się raczej o dzieci, a nie o zakochanie.
Dlatego jeżeli czasem napiszę coś dziecinnego lub niedojrzałego to przepraszam.
Mamie nie mogę się żalić - za bardzo się denerwuje. Przyjaciele są w Polsce i kontakt z nimi jest utrudniony.
Zostaje blog i blogowicze.
Trzymajcie za mnie kciuki i życzcie ozdrowienia i powrotu rozsądku.
I żeby nigdy więcej tak nie zgłupieć ;-)

wtorek, 8 stycznia 2013

fajerwerki

Jako dzieciak lubiłam fajerwerki... taki fajny huk i te kolory...
Nazwijcie mnie skąpiradłem, ale przestałam fajerwerki lubić mniej więcej w tym samym czasie, kiedy zorientowałam się ile one kosztują... Toż przecież logiczniej wydać na nową kieckę, torebkę czy nową książkę.
Później sąsiedzi wzięli sobie psa. Fredzio, na oko mieszaniec pudla i jamnika i pewnie czegoś tam jeszcze, umierał co roku słysząc wystrzały.
Potężny wilczur kuzynów, Trop, przeżywał śylwestra przytulony do swojej pani, trzęsąc się jak osika.
Kolejny pies sąsiadów, Rawana, chowała się w łazience, w wannie, nafaszerowana różnymi prochami.
Geralt - pierwszy rok siedział wlepiony w szybę, zapatrzony i zafascynowany feeria kolorów, ale od kolejnego roku zachowywał się już jak typowy zwierzak: wtulony w buty na dnie szafy.
Te wszystkie opisane wyżej zwierzęta miały pomoc i wsparcie ze strony właścicieli.
A co ze zwierzętami bezdomnymi?
Przecież one też się boją, też drżą ze strachu słysząc huk, a na dodatek siedzą same, głodne i zziębnięte.
Pomyślałam o tym w tym roku, gdy przed Sylwestrem robiłam zakupy w Biedronce, a w oczy rzuciło mi się stoisko z petardami. Wiedziałam, że to drogi interes, ale że aż tak - to nie zdawałam sobie sprawy. I tak w tym roku jakoś pomyślałam, nie o butach, ani torebkach ale o zwierzakach:
"Przecież za jedną dużą petardę można by było kupić kilka worków suchej karmy i rozsypać to po osiedlach."
Za tą pierwszą myślą przyszły następne: można by te bezdomne koty podleczyć, wybudować im domki, wysterylizować/wykastrować. Gdyby zamiast wydać trzy stówy na jakąś rakietę i kilkanaście sekund huku i kolorowych wystrzału, wydać je na wspomożenie zwierzaków, które same sbie przecież pomóc nie mogą. A one przecież odwdzięczyłyby się, choćby zmniejszeniem populacji szczurów i myszy na naszych osiedlach.
W tym roku pomyślałam o tym za późno, bo w Sylwestra, ale może warto by coś zrobić, jakoś rozpropagować pomysł, i namówić ludzi do patrzenia na te nasze i nie-nasze biedne zwierzaki.
To co wybierzemy na zakupach za rok:

 Bo ja już wiem...

piątek, 14 grudnia 2012

taka gruba kobieta ;-)

Robie sobie kilka dni temu zakupy w polskim sklepie. Polskim jedynie z nazwy - wlasciciele to Kurdowie :-)
Podchodze do lady z zakupami, place, mowie dziekuje i widze ze sprzedawca sie nad czyms mocno zastanawia. Patrze pytajaco i slysze: "Can I ask you one question?"
No pewnie ze moze, wyjmuje sluchawki z uszu, co by lepiej slyszec i czekam.
Widac, ze facet nie bardzo wie co powiedziec i zastanawia sie. W koncu pytanie pada i brzmi mniej wiecej tak:
"-Some months ago there was a woman here doing shopping, she looked like you, but very fat?"
Widac, ze facet speszony, no bo to moze byc troche niegrzeczne w koncu zeby pytac o tusze, jeszcze klientke straci i co wtedy?
Co mialam robic? Usmiechnelam sie i potwierdzilam, ze tak to bylam ja.
"-Exercise?"
Na to odpowiedzialam, ze glownie dieta.
Facet sie usmiechnal, pochwalil, pogratulowal schudniecia :-)
Fajnie, jak nawet zupelnie obcy ludzie dostrzegaja zmiany na lepsze i potrafia czlowiekowi pogratulowac :-)

czwartek, 6 grudnia 2012

pomidorki w ciescie

Czasem tak mam, ze zobacze gdzies jakis przepis i musze go wyprobowac.
Juz. Teraz. Natychmiast.
Nie mam odpowiednich naczyn? Nie szkodzi, kupi sie.
Nie mam polowy skladnikow?
Schodze trzy supermarkety i kilka sklepikow po drodze, a w najgorszym przypadku zastosuje zamienniki.
Zupelnie nie zgadza sie z zalozeniami mojej diety - raz mozna zgrzeszyc, a poza tym, znajda sie jakies ofiary do wyprobowania moich kulinarnych zapedow ;-)

Tak bylo i tym razem, chociaz nie az tak dramatycznie, jako ze tylko musialam dokupic naczynka zaroodporne (to znaczy nie musialam, bo cos by sie tam znalazlo, ale chcialam :-) i dokupic pomidorkow (ktore i tak bym kupila, ale w mniejszych ilosciach)

Przepis znalazlam na YouTube, o tutaj:
W ramach moich wlasnych modyfikacji dodalam proszku do pieczenia,zeby ciasto bylo pulchniejsze, a zamiast swiezej bazylii dodalam bazylie i oregano w proszku (nie moglam sie powstrzymac przed dodaniem oregano - jestem fanka akurat tej przyprawy) No i jeszcze pieklam kilka minut dluzej niz w przepisie :-)
A tak wygladal produkt gotowy w moim wykonaniu:

wyszlo piec miseczek, ale piata byla nie od kompletu, wiec nie zasluzyla na pobyt na zdjeciu :-)
Smakuje rewelacyjnie, zarowno na cieplo, jak i na zimno. Smakowalo wszystkim, ktorzy sie zalapali.
Na drugi dzien, jak ciasto nie jest juz takie swieze, to daje sie bardzo ladnie wyjac z foremki. Moge na prawde goraco polecic. Proste i szybkie w wykonaniu i rewelacyjnie wyglada :-)
Przepisu nie podaje, bo bardzo fajnie wyjasniony na filmiku :-)



sobota, 24 listopada 2012

22 going on 14 :-)

A oto moja para dżinsów z przed pół roku i czarne spodnie kupione dzisiaj.
Opakowanie polopiryny, dołączone by wykazać rzeczywistą różnicę ma 105 mililitrów długości. Przede mną jeszcze długa droga, zwłaszcza z doprowadzeniem sylwetki do ładu, ale pomyślałam, że pochwalę się pierwszymi spodniami w rozmiarze 14 :-)

czwartek, 22 listopada 2012

sorowka z pomidorow

Nie jest to przepis, tylko sposob podania. Lubie jak jedzenie ladnie wyglada na talerzu :-)
Mialo byc dla kolegi, ale w koncu zjadlam sama ;-)

środa, 31 października 2012

stara, a głupia

Chciałam się usprawiedliwić z długiej nieobecności na blogu.
Otóż dopadła mnie, niech będzie że choroba. 'Choroba' owa objawia się rozkojarzeniem, gwałtownymi zmianami nastroju, niemożnością skoncentrowania się na tym co się robi, problemami z zasypianiem, myśleniem 'a co by było gdyby?', 'a co On sobie o mnie pomyśli?', itp, no, totalną głupawką.
Jeśli ktoś się jeszcze nie domyślił, to ja sie po prostu zakochałam.
Nie sądziłam, że jest to możliwe, w końcu mam lat 37 i, chcecie to wierzcie, nie chcecie - nie wierzcie, w życiu nie byłam zakochana i sądziłam, że coś takiego nie istnieje. Od zawsze, jak patrzyłam na innych popełniających głupstwa w imię zakochania, to nie wierzyłam i nie rozumiałam, sądząc że to wymysły, fanaberie, względnie próba usprawiedliwienia totalnego skretynienia.
A tu masz babo placek - dopadło i mnie. I to jak! Jakbym czymś ciężkim dostała przez łepetynę. W związku z tym od paru miesięcy chodziłam jak w amoku. Na początku jeszcze się trzymałam. Obiekt Westchnień był w związku, a ja nie jestem totalną idiotką i małpą - trzymałam dystans i miałam nadzieję, że się wyleczę. Ale potem nastąpiło Zerwanie. Facet chodził jak struty, a ja zaczęłam powoli kombinować. Miał we mnie oparcie we wszystkim - gotowanie, pranie, spędzanie czasu razem, wysłuchiwanie żali. Nawet po przyjacielsku mieszkałam u niego przez dwa tygodnie (spałam we własnym łóżku) - remont u mnie ;-)
I tak jakoś się zaczęło - niby nic, a jednak coś tam zaiskrzyło.
Nawet przez moment groziło mi, że nie będę już dłużej 'happily single', ale niestety - nic się z tego nie wyklarowało.
Próbowałam się 'leczyć' - umówiłam się parę razy na randki (chwała temu, co wymyślił serwisy randkowe), ale wszystkich kandydatów porównywałam z Obiektem Westchnień  i nic z tego nie wyszło. Tymbardziej, że Obiektowi Westchnień włączał się syndrom 'psa ogrodnika' i na dzień przed zapowiedzianymi randkami był zawsze nad wyraz uwodzicielski i słodki. Po kolejnej nieudanej randce wszystko wracało do normy, czyli przyjaźni ;-) Innymi słowy, pozwoliłam, by mną manipulowano i parę razy zachowałam się jak totalna idiotka.
I nadal jestem single, ale już nie 'happily single'.
Wiem dzisiaj, że nic z tego nie będzie. Wiem, że muszę się jakoś odkochać i wyleczyć. Sytuację komplikuje fakt, że widzę Obiekt Westchnień codziennie i nic się na to nie poradzi.
Mogłabym spróbować się poumawiać z innymi facetami i próbować 'klin klinem', ale to chyba nie w moim stylu, poza tym, jak na razie nie działało. Mogłabym zamordować Obiekt Westchnień i zakopać w piwnicy, ale strasznie dużo z tym roboty.
Wymyślanie, jaki to On jest okropny i jakie ma wady nie działa zupełnie.
Nadal nie wiem co robić. Musze tylko robic dobra mine do zlej gry:

Nic dodać, nic ująć: stara, a głupia :-(

piątek, 19 października 2012

środa, 10 października 2012

kot w potrzebie?

Uwielbiam czytac piekielni.pl. 
Czasami historie opisywane tam przez ludzi brzmia wrecz nieprawdopodobnie, ale zyje na tym swiecie juz na tyle dlugo, by wiedziec, ze wszystko sie moze zdarzyc.
Dzisiaj moja uwage przykula ta opowiesc:
link do historii
 Dziewczyna, moim zdaniem, brzmi autentycznie. Jezeli mozecie, to prosze, podajcie dalej, albo skontaktujcie sie z dziewczyna przez piekielnych i poradzcie jej co robic, bo szkoda i kota i narzeczonego :-) Link do historii znajduje sie pod obrazkiem.

oops...